Klubowiczka miesiąca Styczeń - Małgosia Brzóska

 

 

 Jestem dzieckiem podwórka, ulicy. Zabawy z rówieśnikami to bieganie. Do domu, szczególnie w wakacje, dzieciaki szły tylko na posiłki i spanie. Zabawa w berka, chowanego, w zbijaka itp. Strupy na kolanach były normą. W szkole zajęcia wf nie polegały na siedzeniu na ławce z powodu zwolnienia. W czasach studenckich każde wakacje to obozy wędrowne. Z plecakiem, namiotem na plecach. Cały dzień w drodze na własnych nogach. O wygodach trzeba było zapomnieć. Później już inaczej. Ciąże, dzieci, praca zawodowa i brak czasu. Nie ćwiczyłam w domu, ponieważ nigdy nie byłam aż tak zdyscyplinowana. Nie uczestniczyłam w zajęciach zorganizowanych. Dopiero zmiany w moim życiu osobistym spowodowały potrzebę ruchu. Pilates, TBC, Zumba . Znam to, nawet mi się podobało. Ale problemem była wytrwałość. Często przerywałam. Później trudno było mi „wypędzić lenia”. Lubię jeździć na rowerze. Ale tylko jak jest ciepło. To spore ograniczenie dla mnie. Jaki mamy klimat każdy wie. We wrześniu ubiegłego roku do instytucji , w której pracuję przyszła Kasia. Zachęcała mnie i moje koleżanki do uczestnictwa w zajęciach Mrs. Sporty. Nie od razu, ale poszłam do tego klubu. Spodobało mi się. Dlaczego ? Dlaczego 3 razy w tygodniu jestem systematycznie w klubie? Zastanawiam się. Spodobała mi się atmosfera, cenię profesjonalizm trenerów. Dopingują, nie szczędzą pochwał. Ja tego potrzebuję. Moje mięśnie zareagowały. Przypomniały sobie ruch. Ćwiczenia dały mi świadomość mięśni, mojego ciała. Jestem silniejsza. Nawet koleżanki zauważyły zmianę. Ważę tyle samo, ale… Właśnie. W moim przypadku nie chodziło o odchudzenie. Raczej o ratowanie kręgosłupa. Jest poprawa. Mam motywację. Widać efekty. Tak trzymaj.

Małgosia

10. lutego 2016 r.
Zamknij menu