Ania Jarnicka - klubowiczka Maja

Po raz pierwszy spotkałam się z Mrs. Sporty jak byłam na spacerze z moim kilkumiesięcznym synem. Było to dobrych parę lat temu, ale wtedy byłam piękna i już szczuplutka po ciąży, bo w końcu z Grzdylem 2 razy dziennie na spacerze, czwarte piętro z Młodym na biodrze, z Młodą na drugim biodrze, wózkiem i zakupami pod pachą :). Machnęłam ręką, przecież nie ma potrzeby. Potem, co jakiś czas rzucało mi się w oczy jakieś ogłoszenie, ulotka, bilbord Mrs. Sporty. A tu lata mijają, zaczynają się fałdeczki wylewać, wałeczki rolować…w końcu we wrześniu minionego roku wzięłam się w garść i mówię: Jarnicka, zrób coś z sobą, bo w końcu zaczniesz się toczyć! Tylko jak to wcisnąć między szkołę (dzieci i męża), pracę, judo, szkółkę piłkarską, robotykę, zajęcia z muzyki, ale jednak to, że w spodnie już się wcisnąć nie dało, wygrało. Decyzja zapadła, rodzina ma się sama ogarnąć i nakarmić, mama ma znów być piękna i szczupła. No i się udało! Może piękniejsza nie jestem ale jednak ciut szczuplejsza :). Wałeczków i fałdeczek zdecydowanie mniej. Ale co w tym najistotniejsze treningi dają mi dużo radości i pozytywnej energii. Jak się porządnie człowiek zmęczy to nie ma ochoty (i siły) na nikogo krzyczeć i z nikim się kłócić, co jest duża korzyścią nie tylko dla mnie ale i dla rodziny :). Razem z ubytkiem kilogramów przybyło spokoju wewnętrznego i optymizmu. I oby tak dalej!

18. maja 2017 r.
Zamknij menu