Wszystko się zmieniło

Ania Wiśniewska

Niemałe było moje zdziwienie, kiedy dowiedziałam się, że zostałam klubowiczką miesiąca. Sądziłam, że aby zasłużyć na to wyróżnienie, trzeba mieć jakieś spektakularne wyniki w odchudzaniu, a z tym u mnie słabo.

Moja przygoda z Mrs.Sporty rozpoczęła się latem 2014 roku. Ponieważ mieszkam dość blisko i na ulicy Jeździeckiej jestem często, wiec spotykałam trenerki z klubu. Namawiały mnie na próbny trening. A ja za każdym razem odmawiałam. Powoływałam się na stereotyp, ze nie dam rady, że siłownia jest  dla młodych ludzi. Wszystko zmieniło się, kiedy dostałam 3 dniowy karnet.

Poszłam i ... zostałam do tej pory. Tak mi się spodobało! Z miejsca polubiłam Mrs.Sporty. Treningi tutaj są tylko dla kobiet, czyli na miarę naszych sił. Jest więc pewność, że stawy i kręgosłup są bezpieczne. Ćwiczenia świetnie poprawiają kondycję, samopoczucie, dodają energii, pewności siebie.

Nasze trenerki są dobrze przygotowane, miłe, widać, że poświęcają nam dużo czasu. W klubie jest bardzo przyjazna atmosfera. Nikt nikogo nie ocenia, ćwiczą kobiety w różnym wieku. Poza ćwiczeniami mamy spotkania i prezentacje jak zdrowo się odżywiać. Chcę jeszcze wspomnieć jedynego mężczyznę, Mateusza, który do nas przychodzi zwykle w karnawale i prowadzi zajęcia taneczne. Ten chłopak po prostu zaraża pozytywną energią. Z niesamowitym zapałem, żywiołowo tańczy sam, a my no cóż, staramy się tez utrzymać tempo.

Dla mnie osobiście klub ma wiele zalet. Mam tu bardzo blisko, można przyjść o dowolnej porze. Wydaje mi się, że mam dużo lepszą kondycję, więcej sił i nareszcie robię coś tylko dla siebie. A wady: no pewnie jakieś są, ale w tej chwili żadna nie przychodzi mi do głowy.

Czasami zastanawiam się, jak ja pożegnam się z Mrs.Sporty, czy nie wpadłam w jakiś nałóg?                                                                                   

Anna Wiśniewska 

31. stycznia 2018 r.
Zamknij menu