Vorher

Maja Tkacz

Klub Mrs.Sporty Grodzisk Mazowiecki

Jestem typową kobietą w wieku 50+, która niedawno zaczęła tyć przez oddychanie. Mam pracę siedzącą, więc instynkt samozachowawczy nakazał mi więcej ruchu.

Historia Mai:

Mój zupełny brak asertywności sprawił, że sąsiadka zaciągnęła mnie na pierwszy trening. Gdy trener spytał mnie o cele, jedynym co przyszło mi do głowy było: wejść na IV piętro do mojej mamy bez przystanków i zadyszki. Przez pierwszych kilka treningów byłam jak wystraszony kurczak. W panice starałam się zapamiętać, co robić na stacjach odpoczynkowych. Wieczne uwagi trenerów: wciągnij brzuch, ściągnij łopatki oraz „Maja! Oddychaj!”  uświadomiły mi, że nie mam żadnej kontroli nad swoim ciałem. Spotkania z trenerem i codzienne pytania: co zjadłaś? Kiedy jadłaś? Ile razy jadłaś? wymusiły na mnie kolejne refleksje i zmiany. 

Przychodziły też kryzysy, podczas których jedynie moje skąpstwo sprawiało, że nadal chodziłam. Zapłaciłaś? Więc pójdziesz! - myślałam.

Dziś, po ponad 1,5 roku bycia klubowiczką Mrs.Sporty mogę się przyznać, że nie przyszłam do klubu z wielkimi celami. Rodziły się one z treningu na trening, z tygodnia na tydzień i z cierpliwych uwag trenerów. Nauczyłam się kontrolować brzuch i łopatki, nawet kończyny i godziny posiłków. Wchodzę na IV piętro bez zadyszki. Nie muszę chudnąć, ale chętnie zamienię tłuszcz na mięśnie. Mój codzienny stres zostawię na maszynach treningowych. I codziennie rano postawię przy swoim biurku nową butelkę wody. 

Uważam, że koncepcja Mrs.Sporty spełnia wszystkie oczekiwania przeciętnych i zapracowanych kobiet, które są w moim otoczeniu. 
GŁOSUJ

Klub Mrs.Sporty Wrocław Krzyki

Mam 35 lat. Z nadwagą zmagałam się od wielu lat. Nie mogę powiedzieć, by w tym, że przytyłam nie było mojej winy. Praca do późna, podjadaniem stres i zajadanie go w godzinach wieczornych, fast foody i przekąski – lista „grzechów” jest długa.

Cieszę się, że przez ten rok udało mi się tak wiele osiągnąć, pokonać moje lęki i obawy. Najbardziej bałam się, że nie dam rady, nie wytrwam w postanowieniach i poniosę porażkę na całej linii. 

Spojrzałam prawdzie w twarz i postanowiłam: teraz albo nigdy! Przypomniały mi się słowa „Sukces nigdy nie jest ostateczny. Porażka nigdy nie jest totalna. Liczy się odwaga”. A wszystko zaczyna się w głowie.

Historia:

Moja przygoda z Mrs.Sporty zaczęła się rok temu, w czerwcu 2016. Jak to często bywa zdecydował przypadek, a właściwie kalendarz, na którym zobaczyłam reklamę klubu tylko dla kobiet. Razem z koleżanką z pracy postanowiłam od razu zapisać się na trening próbny, żeby nie skończyło się jak zwykle: na szumnych obietnicach.

Fantastyczny zespół Mrs.Sporty złożony z Joli i Piotra zaskoczył mnie tym, że nie oceniał mojej sylwetki i wagi ( a była znaczna). Myślę, że byliśmy wobec siebie szczerzy – nie ukrywałam, że zaniedbałam siebie i doprowadziłam do takiego stanu rzeczy. Ale postanowiłam zawalczyć. Dziś mogę przyznać, że bardzo się bałam czy dam radę i czy nie poniosę klęski.

Po szczegółowej analizie stwierdziłam, że pierwszym celem będzie schudnięcie w ciągu miesiąca 5 kilogramów, a docelowo chciałabym ważyć 80 kg. Taka waga to marzenie przy wzroście 178 cm.

Cel wydawał się szalony nawet dla mnie, ale zespół Mrs.Sporty moblizował mnie do walki, dodawał otuchy w chwilach słabości oraz wspierał. Tak zaczęła się moja droga... Dzisiaj, po 13 wspólnych miesiącach jestem lżejsza o 38 kg. Do realizacji szalonego pomysłu zostało mi jeszcze 7 kg. Czy dam radę? Naprawdę w to wierzę... Nauczyłam się cierpliwości i wiem, że do sukcesu dochodzimy małymi krokami i... ciężką pracą.

Czy było łatwo? Nie. Miewałam chwile słabości, bywałam niecierpliwa. Chciałam zobaczyć efekty już teraz. Dzisiaj mogę powiedzieć, że powoli leczę się z kompleksów, staję się bardziej otwarta i zaczynam wierzyć w siebie. Dostrzegam, jak wiele dokonałam w przeciągu tego roku. Ćwiczenia sprawiają mi przyjemność, potrafią rozładować stres, przegonić zły humor oraz chandrę. Efekty pracy widzę także w swoim lepszym samopoczuciu i wynikach badań. Wiem, że intensywne życie zawodowe, które prowadzę, potrafi negatywnie wpłynąć na organizm. Dlatego należy zachować równowagę, znaleźć czas dla siebie oraz pogodzić przyjemne z pożytecznym.

W klubie panuje cudowna atmosfera. Nie ma taryfy ulgowej. To ważne... Ćwiczenie z trenerem też ma swoje zalety. Zawsze może nas sprawdzić czy zmobilizować do większej pracy. Nasze hasło ustalone z Piotrem „miło to już było” oddaje ducha walki. Czasami mam gorsze dni, ale to że wraz z trenerem i innymi klubowiczkami stanowimy drużynę pomaga się wzajemnie pilnować i zachęcać. Najlepszą nagrodą jest moment, gdy efekty pracy stają się widoczne dla wszystkich.

 

Rady 

1. Nie szukaj wymówek. Zapomnij o istnieniu słowa „nie” - nie dzisiaj, nie dam rady, nie mam siły

2. Masz prawo mieć chwile słabości. Jesteśmy tylko ludźmi

3. Nie poddawaj się! Czasami są takie dni, gdy bez względu na włożony wysiłek, nic nam nie wychodzi.

4. Bądź cierpliwa – na efekty trzeba trochę poczekać – ale będzie warto!

5. Pamiętaj! Robisz to dla siebie, bo jesteś wyjątkowa.

POWRÓT DO LISTY UCZESTNICZEK
Zamknij menu