Klubowiczka miesiąca październik 2015 - Diana

Myślałam, że do końca życia będę pulchna - i nawet się z tym pogodziłam :). Uważałam, że lepiej być okrągłą niż obwisłą ;) . Ale rosłam i rosłam… Co roku bezczelna waga dodawała mi "tylko" 1kg... W końcu pokazała 83... Nic dziwnego, że bóle kręgosłupa i wszelkie inne mnie osaczyły. Kręgarz stwierdził mrocznie: "Szkieletu mięśniowego brak." I właściwie wiedziałam, że trzeba COŚ, bo jak NIC, to będzie tylko gorzej. Ale zwlekałam...

 

I tu nagle moja mama obwieszcza, że zapisała się do klubu Mrs. Sporty. Stwierdziłam: "Idę też." No i poszłam. Przy pierwszej rozmowie trenerka próbowała wyciągnąć ode mnie mój cel - a ja tylko coś tam bełkotałam, bo prawdziwie mój cel to było po prostu nie zrezygnować. Udało się, ćwiczę :).

 

A potem dziwy: przez 9 miesięcy zrzuciłam 13kg, w talii mam o15  cm mniej i wyglądam młodziej o 10 lat (to ostatnie to sama sobie wymyśliłam ;) . Nic mnie nie boli i… NIC MI NIE ZWISA!

 

Zajęcia w Mrs. Sporty po prostu mi pasują, choć początkowo słowo "siłownia" mnie odstraszało. Ale biało-różowe pomieszczenie, swobodna atmosfera i uśmiechnięte trenerki jakoś do mnie dotarły. Treningi są dosyć krótkie, a wiec nie nużące. Nie muszę kombinować - ktoś za mnie wszytko wymyślił, moje zadanie to tylko przyjść ;).

 

Diety cud nie stosuję, ale sugestie trenerek sączą się bocznym, wąskim ciurkiem w moją podświadomość i jem coraz lepiej (znaczy mniej i zdrowiej :). Jak zawładnie mną leń i w danym momencie decyduję "dziś odpuszczam, nie ćwiczę", to czasem już za godzinę lub kolejnego dnia zbieram się w sobie - i tu najbardziej doceniam elastyczny czas zajęć. Podoba mi się idea "kręgu", w którym się ćwiczy z innymi i to, że klub jest dedykowany kobietom. Polecam Mrs. Sporty w pracy, znajomym, rodzinie - aktualnie próbuję zmotywować teściową, ale to twarda sztuka ;). 

 Drogie Trenerki i Klubowiczki - do zobaczenia na treningu! Pozdrawiam!

08. listopada 2015 r.
Zamknij menu